Przez dwanaście lat wkładałam całe serce w opiekę nad nim – każdy poranek zaczynał się od podania mu leków, ciepłego ręcznika i delikatnego pocałunku w czoło. Myłam mu twarz, przycinałam paznokcie, a czasem czytałam na głos jego stare książki tylko po to, by usłyszeć jego znajomy chichot. Podczas powolnego schyłku jego ciała, pozostałem niezłomny, wierząc, że miłość, bez względu na to, jak ciężkie jest brzemię, może wystarczyć. I wtedy, w ostatnim oddechu, odwrócił swoją bladą twarz do mnie i wyszeptał prawdę tak głęboką, że aż zadrżały mi ręce, prawdę, której nie odważyłem się przyznać nawet przed samym sobą.

Po 12 latach opieki nad mężem, jego słowa w ostatnim dniu życia wprawiły mnie w osłupienie
